{3} Ciąg dalszy.
Po raz kolejny byłam nieprzytomna, i po raz kolejny te cholerne głosy męczyły mnie.Tym razem, były to głosy 2 osób naraz, które kłóciły się między sobą, a jednocześnie wmawiały mi coś. Czułam się jak zahipnotyzowana, przestałam mieć czucie, a moje nogi i ręce zaczęły drętwieć, jakby z zimna i bólu.Była burza, przynajmniej to czułam. W głębi swojej duszy słyszałam grzmoty i huki, a moje ciało drżało jakby coś się ze mną działo.Przerażona obudziłam się na cmentarzu, zaczęłam krzyczeć w niebogłosy, ale to nic nie dawało. Kiedy uspokoiłam się trochę, leżałam pomiędzy drzewem a pomnikiem. Wstałam, rozejrzałam się pare razy po całym cmentarzu, zadrżałam z lęku i usiadłam na jednym z nagrobków. Znowu, to on, stał koło mnie spoglądając na mnie, to był ten mężczyzna, o którym mówiłam. Byłam bliska łez, chciałam uciekać ale nie mogłam. Z zaciekawieniem czekałam, aż ten ktoś, usiłuje ze mną porozmawiać. Właśnie w tym momencie, cichy, ale poważny głos przemówił do mnie:
-Ido, proszę, wysłuchaj mnie do końca.
Nie odpowiedziałam, zrobiłam się blada niczym wampir. Nie umiałam się wysłowić, zęby mi drżały, a moje dłonie ledwo co mogły się poruszać. Po chwili, znowu, usłyszałam tym razem głośniejszy głos:
-Muszę Ci coś powiedzieć, nie znasz mnie i się mnie boisz, ale nadszedł czas żebyś wiedziała, kim jesteś, i kto jest twoim ojcem.
Po raz kolejny zadrżałam, tym razem działo mi się coś okropnie dziwnego, i bolesnego. Moje serce, jakby zaczęło krwawić. Chciałam się przełamać.. Po paru minutach odpowiedziałam cichutkim, smętnym głosem:
-Przecież.. Śledzisz mnie od samego początku, niewiem kim jesteś, a przecież moim ojcem jest Antonio.
Nagle z nikąd osoba stojąca przy mnie, przeniosła się obok mnie. Nic nie mówiłam, ani się nie odsunęłam. Wzięła mnie duża odwaga, jednak na kolejną odpowiedź czekałam przez chwilę.
-Nikt nie chciał Ci mówić, ale Antonio to twój.. twój.. ojczym, a ty nie jesteś normalną dziewczyną.. To ja jestem twoim ojcem, ROZUMIESZ?! - W tej chwili głos zaczął krzyczeć. Miałam tego dość, donośnym głosem zaczęłam płakać niczym bóbr, wstałam, i pobiegłam tak szybko, ile miałam w sobie siły. Dziwne, że w ogóle się nie zmęczyłam, a w domu byłam po 5 minutach. Przecież.. przecież cmentarz od mojego domu był dosyć daleko. Czułam się coraz bardziej przygnębiona, a moje myśli o popełnieniu zabójstwa były coraz większe i silniejsze. Wchodząc do domu, zauważyłam rozbite okno, a w środku ktoś wrzeszczał i prosił o pomoc. To mama... Natychmiastowo zapominając o tym, co się działo 5 minut temu, wbiegłam do domu, o mało co nie poślizgając się na śliskiej wycieraczce. Pomijając fakt, że pociągnęłam za mocno klamkę która się urwała, wbiegłam do góry, słysząc kłócących się rodziców. Kiedy stanęłam, zamarłam, nie wiedziałam co zrobić na widok mojego ojca, który próbował zadźgać nożem moją matkę. Zamykając oczy, poczułam jak w mojej duszy zaczyna parować, jakby dodawało mi więcej siły, tak, właśnie to czułam. Wbiegłam na ojca, szarpiąc go, wyrwałam mu nóż i wbiłam go mu do pleców. Antonio upadł, a ja stałam bez słowa i spoglądałam na moją matkę, która właśnie zaczęła płakać. Nie odezwała się, wybiegła z domu, a ja upadłam na kolana, oczyszczając krew mojego ojca.Miałam ochotę na tą krew, moje ręce zaczęły się trząść, schowałam głowę w kolanach , i nie czekając, wzięłam trochę krwi na palec, zaczynając go ssać.
Koniec, kolejna część pojawi się jutro.
Sunday, January 22, 2012
Saturday, January 21, 2012
{2} Nieujawnione przypadki choroby.
2. Nieujawniona choroba.
Ocknęłam się tylko na ułamek sekundy. W głowie moje myśli mi przeszkadzały, byłam nieprzytomna. Po chwili czułam, jakby jakiś cichy, dorosły głos przemawiał do mnie. Nie miałam pojęcia o co chodzi, ostatnie zdanie jakie zdołałam usłyszeć było to " Wkrótce poznasz całą prawdę.. ". Jednak potem, cała spocona z wrażeń obudziłam się pod ciepłą pierzyną, otworzyłam oczy i zmierzyłam wzrokiem cały pokój.Tak, znalazłam się we własnym pokoju.Udało mi się jakoś wstać na nogi, jednak po chwili coś mrugnęło mi przed oczami i jak gdyby nigdy nic nagle zniknęło. Postanowiłam poszperać trochę na internecie, o moich objawach. Wstając przetarłam oczy i złapałam się za głowę, a po chwili wyciągnęłam z torby swój laptop.Wpisując mnóstwo razy na różne sposoby moje objawy, nic nie znalazłam. Westchnęłam i odłożyłam z powrotem laptopa na miejsce, usiadłam ponownie na skrawku łózku i głowiłam się z tym wszystkim. Nie chciałam nic mówić rodzicom na ten temat. Wstałam ociągając się z łóżka i powoli zeszłam ze schodów. Oczywiście mojej mamy jak i taty nie spotkałam w domu, zawsze musieli gdzieś wyjechać, albo mieli pilne spotkania.Stojąc tak w jednym miejscu, nagle przypomniało mi się całe zdarzenie z dzisiejszego dnia.Zamknęłam oczy próbując przypomnieć sobie chłopaka który stał przy mnie.Był..Miał bardzo jasną cerę, jasne niebieskie oczy jak lilie, czarne glany i podkreślające jego wygląd obcisłe białe spodnie. Wprost przypominał mi białego archanioła. Otworzyłam oczy, zabrałam ze sobą kurtkę i szybkim krokiem wyszłam z domu. Pogoda była w kratkę, padał deszcz ale mi to nie przeszkadzało. W cieniu spojrzałam na dość wysokiego chłopaka, przypominającego właśnie tamtego, który usiłował mnie uratować. Podeszłam bliżej, ale nikogo nie zauważyłam. Myślałam, że mam jakieś dziwne wizje. Zrozpaczonym krokiem schyliłam lekko głowę jakby szukając czegoś, stałam, i czekałam na cud, żeby coś się stało. Jednak nic, na mnie wciąż spadały duże krople deszczu. Podniosłam głowę do góry, miałam dosyć tego wszystkiego.Marta miała rację, powinnam iść do pobliskiego lekarza, który by mnie zbadał, co mi dolega.Dysząc byłam już prawie na miejscu, jednak okazało się, że przyszłam nie w porę. Miałam ochotę coś sobie zrobić, byłam zdenerwowana a zarazem przygnębiona, bałam się. Wymsknęło mi się przekleństwo, jednak postanowiłam że się nie poddam. Wracając, ujrzałam po raz kolejny tego samego chłopaka, - Archanioła.Tym razem nie dałam mu uciec.Rzuciłam się na niego niczym gepard, ale jednocześnie upadłam na ziemię. A niech to - Pomyślałam. Przestałam wierzyć w siebie, myślałam że jestem wariatką. Zaczęłam płakać, ale to i tak nie pomogło. Siedziałam i pochlipywałam, aż wkońcu podszedła do mnie pewna staruszka wmawiając mi, że się przeziębię. Ledwo co wstałam, a już miałam ochotę wszystkich na około pozabijać. Poszłam do domu, gdzie czekała mnie moja matka. Jak zawsze nie odezwała się na mój widok, ja też. Poszłam do góry, weszłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami jak najmocniej mogłam. Zsunęłam się po szorstkich, starych białych drzwiach i zaczęłam płakać, krzyczeć, i rzucać wszystkimi podręcznymi rzeczami.Zaczęłam tracić wiarę w siebie, miałam ochotę się zabić. Jednak znowu ten głos mnie męczył.. "Zaniedługo poznasz całą prawdę..".
Wstałam, ale coś silnego mnie wypchało, czułam jak w moim pokoju zaczyna się coś dziać, chwyciłam szybko telefon i dzwoniłam do mojej przyjaciółki.. Za późno, ktoś zabrał mi mój telefon rzucając go na ziemię, a ja bez słowa upadłam na ziemię... Część kolejna zaniedługo.
Ocknęłam się tylko na ułamek sekundy. W głowie moje myśli mi przeszkadzały, byłam nieprzytomna. Po chwili czułam, jakby jakiś cichy, dorosły głos przemawiał do mnie. Nie miałam pojęcia o co chodzi, ostatnie zdanie jakie zdołałam usłyszeć było to " Wkrótce poznasz całą prawdę.. ". Jednak potem, cała spocona z wrażeń obudziłam się pod ciepłą pierzyną, otworzyłam oczy i zmierzyłam wzrokiem cały pokój.Tak, znalazłam się we własnym pokoju.Udało mi się jakoś wstać na nogi, jednak po chwili coś mrugnęło mi przed oczami i jak gdyby nigdy nic nagle zniknęło. Postanowiłam poszperać trochę na internecie, o moich objawach. Wstając przetarłam oczy i złapałam się za głowę, a po chwili wyciągnęłam z torby swój laptop.Wpisując mnóstwo razy na różne sposoby moje objawy, nic nie znalazłam. Westchnęłam i odłożyłam z powrotem laptopa na miejsce, usiadłam ponownie na skrawku łózku i głowiłam się z tym wszystkim. Nie chciałam nic mówić rodzicom na ten temat. Wstałam ociągając się z łóżka i powoli zeszłam ze schodów. Oczywiście mojej mamy jak i taty nie spotkałam w domu, zawsze musieli gdzieś wyjechać, albo mieli pilne spotkania.Stojąc tak w jednym miejscu, nagle przypomniało mi się całe zdarzenie z dzisiejszego dnia.Zamknęłam oczy próbując przypomnieć sobie chłopaka który stał przy mnie.Był..Miał bardzo jasną cerę, jasne niebieskie oczy jak lilie, czarne glany i podkreślające jego wygląd obcisłe białe spodnie. Wprost przypominał mi białego archanioła. Otworzyłam oczy, zabrałam ze sobą kurtkę i szybkim krokiem wyszłam z domu. Pogoda była w kratkę, padał deszcz ale mi to nie przeszkadzało. W cieniu spojrzałam na dość wysokiego chłopaka, przypominającego właśnie tamtego, który usiłował mnie uratować. Podeszłam bliżej, ale nikogo nie zauważyłam. Myślałam, że mam jakieś dziwne wizje. Zrozpaczonym krokiem schyliłam lekko głowę jakby szukając czegoś, stałam, i czekałam na cud, żeby coś się stało. Jednak nic, na mnie wciąż spadały duże krople deszczu. Podniosłam głowę do góry, miałam dosyć tego wszystkiego.Marta miała rację, powinnam iść do pobliskiego lekarza, który by mnie zbadał, co mi dolega.Dysząc byłam już prawie na miejscu, jednak okazało się, że przyszłam nie w porę. Miałam ochotę coś sobie zrobić, byłam zdenerwowana a zarazem przygnębiona, bałam się. Wymsknęło mi się przekleństwo, jednak postanowiłam że się nie poddam. Wracając, ujrzałam po raz kolejny tego samego chłopaka, - Archanioła.Tym razem nie dałam mu uciec.Rzuciłam się na niego niczym gepard, ale jednocześnie upadłam na ziemię. A niech to - Pomyślałam. Przestałam wierzyć w siebie, myślałam że jestem wariatką. Zaczęłam płakać, ale to i tak nie pomogło. Siedziałam i pochlipywałam, aż wkońcu podszedła do mnie pewna staruszka wmawiając mi, że się przeziębię. Ledwo co wstałam, a już miałam ochotę wszystkich na około pozabijać. Poszłam do domu, gdzie czekała mnie moja matka. Jak zawsze nie odezwała się na mój widok, ja też. Poszłam do góry, weszłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami jak najmocniej mogłam. Zsunęłam się po szorstkich, starych białych drzwiach i zaczęłam płakać, krzyczeć, i rzucać wszystkimi podręcznymi rzeczami.Zaczęłam tracić wiarę w siebie, miałam ochotę się zabić. Jednak znowu ten głos mnie męczył.. "Zaniedługo poznasz całą prawdę..".
Wstałam, ale coś silnego mnie wypchało, czułam jak w moim pokoju zaczyna się coś dziać, chwyciłam szybko telefon i dzwoniłam do mojej przyjaciółki.. Za późno, ktoś zabrał mi mój telefon rzucając go na ziemię, a ja bez słowa upadłam na ziemię... Część kolejna zaniedługo.
{1} - Początki choroby Idy.
Z natury byłam zwyczajną nastolatką z jeszcze błahymi problemami, niepokorną duszą i swoim własnym światem z kilkoma fetyszami i niepochlebnym stosunkiem do nałogowego palenia rodziców.Nigdy nie zastanawiałam się nad wagą każdej chwili, ani nad biegiem czasu.Żyłam tak jak chciałam, nikt nigdy nie potrafił mnie do niczego nakłonić.Łapałam w dłonie każdy dzień tak, jakby kolejnego dnia miał nastąpić koniec świata.Ale z dnia na dzień, świat przybierał barw. Właśnie poniedziałkowego poranka obudził mnie dzwonek telefonu.Wstałam niczym gotowa do nowego dnia, po czym spojrzałam na okno i podeszłam do szafy. Jak zawsze, było w niej mnóstwo leżących bezwładnie ubrań, których nigdy nie miałam czasu poskładać. Stojąc i szperając po szafie, wyjęłam z niej potargane czerwone rurki i czarną bluzę, bez której nie mogłabym się nigdzie ruszyć. Kiedy byłam już gotowa, schowałam książki do mojej torby. Nie zastanawiając się, zeszłam powolnym krokiem ze schodów, przeskakując jedną deskę, z której tata miał zamiar coś zrobić. Spotkałam tam stojącą w kuchni i palącą mamę. Ażeby uniknąć tego ohydnego zapachu wyszłam z domu zapominając o zjedzeniu śniadania.Przykucnęłam jeszcze na chwilę przed domem, żeby poszukać zeszytu. Przyśpieszonym tempem szłam z zeszytem w ręku ucząc się. Nagle poczułam przed oczami ostre migotanie, a coś w okolicy moich płuc zaczęło niemiłosiernie kłóć.Łapiąc głęboki oddech i zaciskając zęby przyklęknęłam na krawężniku próbując dojść do siebie.Kiedy jednak ból ustąpił, zaczęłam coraz bardziej się niepokoić co mogłoby mi się dziać.Niespokojna weszłam do autobusu pełnego nastolatków jadących także do szkoły.Przeciskając się przez tłum, znalazłam się obok mojej oddanej przyjaciółki. Wystraszonym głosem powiedziałam: -Cześć Marta!- .{1} Początki choroby
Marta przez ułamek sekundy mierzyła mnie wzrokiem, a potem przynużonym głosem mnie przywitała. Odpowiedziała mi:. Ida, coraz częściej cię widzę.. Coś jest z tobą nie tak, widziałam jak próbowałaś łapać oddech i siedziałaś na krawężniku. Ja tylko spojrzałam na nią smutnym wzrokiem, po czym spojrzałam ze łzami w okno i przygnębiona a zarazem wystraszona odpowiedziałam : - Jak myślisz, powinnam iść do lekarza? Możliwe jest to, że zaszkodziło mi to codzienne siedzenie w domu i wdychanie tego ohydnego dymu. Ona tylko przytaknęła głową, a ja niczym gepard pobiegłam w stronę wyjścia zamiast dalej jechać do szkoły. Chwilę stałam, a po chwili usiadłam na pobliskiej ławce. Rozglądałam się, aż w końcu spojrzałam dość duży budynek z tabliczką.W chwili kiedy miałam wstać, mocne kłócie w okolicy płuc nie dawało mi spokoju. Zaciskając zęby i przymykając oczy czułam, że tracę panowanie nad sobą. Po paru sekundach znikł mi cały obraz przed oczami. Leżąc bezwładnie podszedł do mnie pewien chłopak który na widok mnie zamarł. Wszelkimi staraniami próbował mnie ocknąć, jednak kiedy ponownie odzyskałam panowanie nad sobą...
Ciąg dalszy w kolejnej części..
Subscribe to:
Posts (Atom)