Z natury byłam zwyczajną nastolatką z jeszcze błahymi problemami, niepokorną duszą i swoim własnym światem z kilkoma fetyszami i niepochlebnym stosunkiem do nałogowego palenia rodziców.Nigdy nie zastanawiałam się nad wagą każdej chwili, ani nad biegiem czasu.Żyłam tak jak chciałam, nikt nigdy nie potrafił mnie do niczego nakłonić.Łapałam w dłonie każdy dzień tak, jakby kolejnego dnia miał nastąpić koniec świata.Ale z dnia na dzień, świat przybierał barw. Właśnie poniedziałkowego poranka obudził mnie dzwonek telefonu.Wstałam niczym gotowa do nowego dnia, po czym spojrzałam na okno i podeszłam do szafy. Jak zawsze, było w niej mnóstwo leżących bezwładnie ubrań, których nigdy nie miałam czasu poskładać. Stojąc i szperając po szafie, wyjęłam z niej potargane czerwone rurki i czarną bluzę, bez której nie mogłabym się nigdzie ruszyć. Kiedy byłam już gotowa, schowałam książki do mojej torby. Nie zastanawiając się, zeszłam powolnym krokiem ze schodów, przeskakując jedną deskę, z której tata miał zamiar coś zrobić. Spotkałam tam stojącą w kuchni i palącą mamę. Ażeby uniknąć tego ohydnego zapachu wyszłam z domu zapominając o zjedzeniu śniadania.Przykucnęłam jeszcze na chwilę przed domem, żeby poszukać zeszytu. Przyśpieszonym tempem szłam z zeszytem w ręku ucząc się. Nagle poczułam przed oczami ostre migotanie, a coś w okolicy moich płuc zaczęło niemiłosiernie kłóć.Łapiąc głęboki oddech i zaciskając zęby przyklęknęłam na krawężniku próbując dojść do siebie.Kiedy jednak ból ustąpił, zaczęłam coraz bardziej się niepokoić co mogłoby mi się dziać.Niespokojna weszłam do autobusu pełnego nastolatków jadących także do szkoły.Przeciskając się przez tłum, znalazłam się obok mojej oddanej przyjaciółki. Wystraszonym głosem powiedziałam: -Cześć Marta!- .{1} Początki choroby
Marta przez ułamek sekundy mierzyła mnie wzrokiem, a potem przynużonym głosem mnie przywitała. Odpowiedziała mi:. Ida, coraz częściej cię widzę.. Coś jest z tobą nie tak, widziałam jak próbowałaś łapać oddech i siedziałaś na krawężniku. Ja tylko spojrzałam na nią smutnym wzrokiem, po czym spojrzałam ze łzami w okno i przygnębiona a zarazem wystraszona odpowiedziałam : - Jak myślisz, powinnam iść do lekarza? Możliwe jest to, że zaszkodziło mi to codzienne siedzenie w domu i wdychanie tego ohydnego dymu. Ona tylko przytaknęła głową, a ja niczym gepard pobiegłam w stronę wyjścia zamiast dalej jechać do szkoły. Chwilę stałam, a po chwili usiadłam na pobliskiej ławce. Rozglądałam się, aż w końcu spojrzałam dość duży budynek z tabliczką.W chwili kiedy miałam wstać, mocne kłócie w okolicy płuc nie dawało mi spokoju. Zaciskając zęby i przymykając oczy czułam, że tracę panowanie nad sobą. Po paru sekundach znikł mi cały obraz przed oczami. Leżąc bezwładnie podszedł do mnie pewien chłopak który na widok mnie zamarł. Wszelkimi staraniami próbował mnie ocknąć, jednak kiedy ponownie odzyskałam panowanie nad sobą...
Ciąg dalszy w kolejnej części..
zaaciekawiło. ;3
ReplyDeleteCiekawie się zaczyna! : 3
ReplyDeleteŚwietne <;
ReplyDeleteZajebisty blog! Będę często wpadać! <333
ReplyDeleteHm. Można fajnie rozwinąć, nie powiem. Aczkolwiek do tej notki mam parę zastrzeżeń zarówno językowych, jak i ortograficznych i interpunkcyjnych. Zaraz czytam dalej. >D
ReplyDeleteDosyć ciekawie się zaczyna, początek był trochę ciężki do zrozumienia, ale na pewno będę czytać dalej ;>
ReplyDeleteSuper jeśli chodzi o treść, ale ciężko się czyta - dialogi od nowej linijki.
ReplyDelete